Koniec szkoły i początek kalendarzowego lata  uczciliśmy spływem kajakowym. Uczniowie naszej szkoły pod dowództwem ks.Rafała Główczyńskiego przy wsparciu 2 nauczycieli w dniach 23-24.06.2021 przepłynęli dystans od Elbląga do Buczyńca z noclegiem na przystani Druzno-Węgle Żukowo. Trasa prowadziła  Kanałem Elbląskim przez jezioro Druzno i pochylnie. Zatem realnie, z poziomu lustra wody mogliśmy poznać 3 popularne  atrakcje turystyczne naszego regionu:

  • rezerwat Druzno - płytkie, zarastające jezioro deltowe, miejsce lęgowe ptaków wodnych i błotnych, takich jak kaczki, perkozy, mewy, rybitwy, aktualnie pokryte kwitnącymi kwiatami wodnymi, głównie liliami wodnymi (nenufary) i grążelami żółtymi;
  • Kanał Elbląski – zbudowana w latach 1844-1873 droga wodna łącząca jeziora pojezierzy Ostródzkiego i Iławskiego poprzez rzekę Elbląg z Zalewem Wiślanym, a także przez Kanał Jagielloński, Nogat i Wisłę z Morzem Bałtyckim;
  • zespół 5 pochylni: Całuny-Jelenie-Oleśnica-Kąty-Buczyniec, po których przetacza się jednostki pływające na platformach ustawionych na szynach, a wykorzystane oryginalne do dziś urządzenia wyciągowe napędzane są mechanicznie siłą przepływu wody, jednym słowem transport statków po trawie, unikalny, osobliwy  zabytek na skalę światową.

 

Na 2 dni Kanał Elbląski  uznany za jeden z siedmiu cudów Polski (w plebiscycie gazety „Rzeczpospolitej” w 2007r.) stał się naszą ostoją.   Lawirując wśród prognoz pogody zwiastujących ulewne deszcze po fali upałów wyruszyliśmy późnym popołudniem  z przystani PTTK przy ul.Radomskiej 5, która po raz 3 użyczyła nam swoich kajaków. Nie licząc p.Tomasza, który zaliczył wywrotkę przy kei, dla wszystkich start przebiegł  bezawaryjnie. Należy nadmienić, że dalsze wszystkie starty i cumowania, czy to kończące etap, czy postojowe przebiegały wzorowo, bez zmoczeń i przy coraz mniejszym nakładzie czasu. Zatem „trening czyni mistrza”. Także w wiosłowaniu. Początki etapu, wiodące przez miasto Elbląg , a nawet dalej przez kanał dla niektórych okazały się bardzo ‘edukacyjne’, gdyż powoli ze śladu typu trawers przechodzili w linię prostą.  ‘Zygzakowicze’ przypisywali ten feler nie swoim umiejętnościom a  ‘skrzywieniom’ kajaka i jego złej geometrii. Z błędu wyprowadzał ich ks.Rafał, który zamieniał się na kajaki z malkonentami i udowadniał, że każdym modelem kajaka płynie się prosto, gdy się przyłoży odpowiednio moment siły.  Czasem wystarczyła zmiana w parze i przesiadka cięższej lub silniejszej osoby z przodu na tył.

Po ponad 2 godzinach od startu, pokonując 1 zaplanowany etap, cali i susi dopłynęliśmy do przystani Druzno, gdzie zastała nas niemiła niespodzianka, czyli brzemienny w skutkach rezultat meczu Polska-Szwecja, na tę chwilę 0:1.  Niektórzy zapaleni miłośnicy futbolu nie wytrzymywali presji wyniku innego meczu naszej  grupy w Euro2020 Hiszpania-Słowacja, który przesądzał o naszym wyjściu z grupy i nie czekając na rozwój wydarzeń udali się z ks.Rafałem na 8km pieszy spacer po okolicy, czyli jak zwykle na takich wycieczkach bywa – do sklepu i z powrotem, tu ze wsi Węgle Żukowo do Żurawca.

Po ostudzeniu emocji po przegranym meczu z ostatecznym wynikiem 3:2 dla Szwecji, powrocie spacerowiczów, przyjechaniu transportu z bagażami oraz dzięki długim dniom, ciepłej aurze mogliśmy się oddawać  wieczorno-nocnym  aktywnościom. Na początek powstało miasteczko namiotowe. I tu okazało się, że to, co innym zajmuje chwilę, większości spędziło godziny, czyli postawienie namiotu i zagospodarowanie swojego miejsca noclegowego. Nic dziwnego, bo w przeważającej liczbie uczniowie rozkładali namioty po raz pierwszy i musieli przechodzić szybkie szkolenie w tej materii, czasem dziwiąc się, że śledź to nie tylko ryba i nie nadaje się do jedzenia. Było ognisko, kiełbaski i kąpielisko, choć płytkie i zamulone, ale z ciepłą wodą jak w wannie, kalambury, gitara i śpiew. Choć mimo gitarowej wirtuozerii p.Tomka śpiew raczej był mierny. Rozbieżność pokoleń, a raczej niezgoda kadry na teksty naszych ulubionych, młodych piosenkarzy hip-hopowych i rapowych zakończyła dość szybko koncert. Za to konwersacjom ‘nocnych-marków’ nie było końca. Niektórych zastał przy tym nawet świt. Tłumaczyli się, że są strażnikami ognia i podtrzymywali płomień ogniska, aby nie zgasł. Mimo ogólnego niedospania i tak wszyscy wstali na pobudkę o 7 rano. Po wspólnej agapie, błyskawicznym pakowaniu ( a któż chciałby wieść w kajaku całości bagażu z namiotem i śpiworem), załadowaniu auta i odprawie wyruszyliśmy słonecznym porankiem ponownie na szlak.

Ciąg dalszy trasy przez jezioro Druzno przepłynęliśmy sprawnie, ścigając się z chmurami. Pierwszy deszczyk dopadł nas w kanale, ok 1km przed mostem Węzina-Dłużyna, gdzie zatrzymaliśmy się na postój, zwarcie grupy, jedzenie.  A potem było już bajecznie, tj. zabawa w przeprawy. Niektórzy ciągle dopytywali się „czy to już?”, chcąc skończyć spływ wskutek braku sił.  Na koniec, czyli na pochylnię Buczyniec trzeba było sobie trochę  zapracować wiosłując i pokonując malowniczym, zielonym  szlakiem kilkanaście kilometrów. Największą przygodą okazały się przeprawy pochylniami. Najpierw czekaliśmy przed każdą pochylnią na wszystkie 15 kajaków, potem na zielone światło po prawej lub lewej stronie koła napędowego. Potem wpływaliśmy całą grupą między mostki platformy tak, aby uformować 4 kajakowy szpaler. Ks.Rafał wysiadał z kajaka na mostek i uderzał w gong, informując obsługę o naszej obecności. Gdy napęd ruszał w górę ciągnąc wózek platformy musieliśmy bardzo uważać, by kajaki nie odpłynęły  z platformy podczas wynurzania się jej z wody. Do czasu osadzenia kajaków na deskach platformy wszystko mogło się wydarzyć np. wywrotka, zakleszczenie kajaka, czy wiosła. Potem za to była jazda bez trzymanki. Efekt ‘pływania po trawie’ niezapomniany!!! Po osiągnięciu wzgórza i powolnym zanurzaniu kajaków w wodę znowu trzeba było być bardzo czujnym. Na pochylni Oleśnica gapie przypłacili to obrotem kajaka i kąpielą w wodzie. Dzięki kamizelkom nie musieli nawet umieć pływać, aby dopłynąć te 3m do brzegu. Kajak był pełen wody jak wanna, a w nim wszystko mokre łącznie z telefonami. Po tym niefortunnym zdarzeniu nikt nie ośmielił się błagać księdza o zgodę na zdjęcie kamizelki. I znowu spełniło się porzekadło: „trening czyni mistrza”.  Z każdą pochylnią nabieraliśmy wprawy jak wpływać, wypływać z platformy, że śmiało można rzec, iż doszliśmy w tym do perfekcji.   

To był zdecydowanie ostatni taki spływ. Z żalem żegnamy się z ks.Rafałem Główczyńskim ze Zgromadzenia Księży Misjonarzy Saletynów. W związku z przeniesieniem go na inną placówkę nie będzie mógł już uczyć w naszej szkole. Życzymy mu wszystkiego najlepszego na dalszą drogę życia.

Zobacz więcej zdjęć

Uczestnik